Natalka Suszczyńska

Urodzona w 1988 roku w Białymstoku, mieszka w Warszawie. Autorka opowiadań. W 2019 roku w Korporacji Ha!art ukazała się jej debiutancka książka „Dropie”.

Poszliśmy do protistów

Został stateczek, palenisko, kilka rzeczy i napisy na plaży, ich samych nie znaleźliśmy. To opowieść o tym, co mogło ich spotkać – zmyślona, choć mająca oparcie w faktach.

1.

Najpierw płyną i płyną. Długo płyną swoim stateczkiem, foliówki w wodzie utrudniają ruch wioseł. (Mamy dowody na to, że o tej porze foliówek w wodzie było szczególnie dużo. Zresztą nie tylko o tej porze).
Potem wysiadają, rozglądają się. Zaczyna zmierzchać, więc postanawiają rozpalić na plaży ognisko. Palą to, co od razu wpada im w ręce: opony, butelki typu PET, zużyte chusteczki higieniczne, maseczki ochronne, elementy garderoby, folie po chipsach. Ogień ogrzewa ich w zimną noc. Wiatr wieje.
Stateczek jest niewielki, więc było ich raptem kilkoro. Na to wskazują także zainscenizowane siedziska, łącznie cztery.
Nie znają tego miejsca, są tu po raz pierwszy. A jednak czują się jak u siebie, bo i widzą to, co u siebie. Z tych puzzli z powodzeniem można ułożyć wielką pacyficzną plamę śmieci. Udaje się za każdym razem.
Grzebią stopami w piasku i przypominają im się od tego różne historie.

– Kiedyś zakopywałam niedopałki pod ziemią, bo wydawało mi się, że w taki sposób śmiecę trochę mniej. Obawiam się, że do dziś nic z nich nie wyrosło – mówi jedna.
– A mi ktoś opowiedział o jednej takiej pani, która chodzi po lesie i pije sobie w nim piwo w puszce – mówi drugi, a reszta myśli o tym, że też by się napiła piwa. – Podchodzi do niej druga pani, taka bardziej ekologiczna, i przestrzega, żeby puszka nie została wyrzucona gdzie popadnie. Ta pierwsza pani jest oburzona. Tłumaczy, że ona nigdy tak nie robi: „Ja zawsze najpierw zgniatam tę puszkę – mówi – a potem ją chowam pod mchem”.
Wszyscy patrzą nie w ogień, tylko na siebie. Każdy z nich znał taką panią, jedną i drugą.

2.

Pod wpływem opowieści zaczynają kopać i znajdują różne skarby: foremki, słomki, maseczki i niedopałki. Wykorzystują je do przystrojenia swojego tymczasowego siedliska.
Przypominają sobie czasy, kiedy w szkole sprzątali świat na wyścigi. Pani kręciła nosem, bo zrobili z tego zabawę.

3.

Noc jest długa, miejsce nieznane. Trzeba sobie dodawać otuchy. A w tym pomagają żarty. Odbywa się więc mały stand-up, o czym wiemy, bo słomki ułożone zostały w napis stand-up, plastikowy pojemnik stał się natomiast czymś w rodzaju podium. W roli komika lub komiczki z pewnością wystąpiła najzabawniejsza osoba z ich grona.

Kilka żartów, które mogły zostać opowiedziane podczas stand-upu o zmianach klimatycznych.

Pierwszy: Co jest gorsze od braku soku grejpfrutowego w sklepach?
Ogrzanie planety o półtora stopnia.

Drugi: Co jest gorsze od konieczności uiszczenia opłaty recyklingowej?
To, że w 2050 roku w oceanach będzie więcej plastiku niż ryb.

Trzeci: Co jest gorsze od pizzy hawajskiej?
Emisje dwutlenku węgla związane z produkcją mięsa.

I tak dalej, i tak dalej.
Głośno się śmieją, bo i co mają robić?

4.

Potem noc mija, więc można iść dalej. No to idą.
Zostaje po nich tylko jedna rzecz: ułożony na piasku napis o treści „POSZLIŚMY DO PROTISTÓW”.
A oni sami bezpowrotnie znikają.